Zawiedziony jestem jedzeniem. Kilka razy na obiedzie czy kolacji byliśmy i lipa. Nawet kebaby, z pięciu chyba, jeden był pycha, reszta taka sobie.
Za to szynka jamon ze sklepu pychota.
Noclegi w hostelach, te akurat sobie chwalimy.
W Granadzie mieliśmy wielki pokój w arabskiej dzielnicy z widokiem na Alhambre. Coś przepięknego.
Duch asasina nam tam towarzyszył
A z tego wszystkiego to smuci mnie, w sumie zawsze o tym wiedzialem, że urodziłem się nie w tym kraju co trzeba.
Tutaj ludzie żyją razem, spotykają się, gadają, knajpek wszędzie pełno. Dziadki łażą do sąsiedniego baru i wiedzą że mogą tam sobie pogadać.
A co u nas? Wielkie gooowno. Ludzie siedzą w domach. Rzygać się chce i ryczeć zarazem.



