Załóżmy, że Kroos, Modric, Ramos, Marcelo i Varane - zostawmy Cristiano w spokoju - grają w fazie pucharowej na swoich pozycjach na poziomie Bale'a, rzekomego świetnego transferu Realu Madryt.
Przez dwie edycje albo nie grają przez urazy, albo wchodzą z ławki i grają ogony.
W jednej edycji w fazie pucharowej są fatalni i zmieniani po godzinie, wygwizdywani na Bernabeu.
Przez dwie edycje grają przeciętnie, maks poprawnie, notując na swoich pozycjach ekwiwalent żadnej bramki i asysty przez całą fazę pucharową w drodze do finału.
Jedną edycję grają faktycznie bardzo dobrze.
ALE W FINAŁACH GRAJĄ ŻYCIÓWKĘ.
Ile razy Real wygrywa Ligę Mistrzów? Może raz, zakładając, że wszyscy tę swoją jedną edycję bardzo dobrej gry wyczerpują w tym samym momencie.
A teraz:
Ile razy Real wygrałby ligę, gdyby ta grupa zawodników była non stop kontuzjowana i tylko raz zagrała w sezonie ligowym na 7 sezonów 30 meczów, i to akurat grając indywidualnie przeciętnie?
Nawet ta jedna La Liga by nie wpadła, chyba, że wszyscy oni w jednym momencie byliby w miarę zdrowi.
I to jest clou - jak oceniamy Bale'a jako uzupełnienie składu, był momentami bardzo przydatny, miał z 1,5 sezonu mocnej gry, strzelał bramki w finałach. Ktoś mu to odbiera? Nie. Jak oceniamy go nie przez pryzmat nawet Ronaldo, a pryzmat Modricia, Ramosa czy Kroosa - czyli filarów tej ekipy - to gość nie ma do nich startu, a taką rolę miał pełnić. Nawet tego nie można wymagać od gościa za 100 baniek?
MI wychodzi, że Real byłby z grubsza w dupie, gdyby wszystkie transfery sprawdzały się tak jak Bale. Bo na kim budowana byłaby drużyna, żeby mogli sobie raz na jakiś czas pograć na wysokim poziomie?



