Nie udzielam się tu od jakiegoś czasu, ale zalurkowałem sobie i zobaczyłem dyskusję o Bale'a i Hazardzie, więc aż mnie zaświerzbiała klawiatura.
Parę stron temu ozob pisał, że Zidane jako piłkarz spełnił oczekiwania w Realu i dawał "mental i bycie liderem". Dla przypomnienia, ten Zidane przez pierwsze dwa sezony walnie przyczynił się do wygrania Ligi Mistrzów i mistrzostwa Hiszpanii. Potem do emerytury na niwie klubowej już tylko pikował. Jak to Zidane, robił to z wielką gracją, tu ruleta, tam piętka z powietrza, gdzie indziej jakiś wolej, dobrych parę bramek i asyst zanotował. Ale koniec końców był twarzą Galacticos, projektu który skończył się katastrofą - trzema sezonami posuchy. Zidane wielkim piłkarzem był, w perspektywie całej kariery postacią innego formatu niż Bale, ale jeśli chcemy patrzeć przez pryzmat tego kto się Realowi lepiej spłacił (a biorąc poprawkę na inflację kosztowali zbliżone kwoty), to Zizou na tle Walijczyka wypada blado*.
Sam Bale to piłkarz kontrowersyjny i nielubiany nawet przez wielu kibiców Realu. Trochę w tym pecha, bo jego długie i częste kontuzje sprawiły że był niedostępny w wielu momentach kiedy drużyna go potrzebowała, a trochę jego własnej winy. Nie ma chemii z Bernabeu, nie uchodzi za kogoś zaangażowanego w życie drużyny, na boisku jest chłodny i bezosobowy niezależnie czy gra świetnie czy fatalnie. Sprawia wrażenie jakby piłka to była dla niego robota - przyjść, odklepać swoje, desant. Można i tak, ale nic dziwnego, ale to rzutuje na jego ocenę. I tu kolejny raz posłużę się przykładem Zidane'a.
Zizou zbudował wielką część swojej legendy na Mundialu 98, jako ten który pociągnął Francję do złota. Do finału Zidane miał w tamtym turnieju więcej czerwonych kartek niż bramek. Zaliczył asystę z RPA, wyleciał z Arabią, a jak wrócił to bez fajerwerków, aż wreszcie w finale zatopił Brazylię. Reszta jest historią. Bale miewał epizody świetne, miewał epizody beznadziejne, miewał aż nadto epizodów szpitalnych, ale podobnie jak Zidane kiedy gra toczyła się o wielką stawkę, był tym który przechylał szalę. Tylko, że Bale'a dużo łatwiej podważać bo nie ma osobowości wokół której można zbudować mitologię. Szczególnie w cieniu dużo bardziej medialnych postaci jak Ramos i Cristiano. Ale jeśli bycie decydującym graczem w finałach nie jest warte pobicia na kogoś rekordu transferowego, to co jest? Pamiętajmy o kontekście Realu i finału w Lizbonie. Łatwo o tym zapomnieć kiedy Real się tak nachapał, ale Decima była przecież obsesją Madridismo przez dwanaście lat. Jakby Pereza wtedy zapytać, ile dałby za piłkarza który strzeli bramkę decydującą o 10 pucharze LM, to pewnie powiedziałby "wszystko".
Myślę, że jakby zrobić ankietę wśród tych kibiców Realu którzy Bale'owi wyciągają wszystkie niedostatki i zapytać czy cofnęliby się w czasie do lata 2013 i zagospodarowali inaczej te 90 baniek, to ze świecą byłoby szukać kogoś kto by przytaknął.
A teraz o Hazardzie.
Bardzo nie lubię kiedy kibice w dyskusji uciekają się do odzywki "zacznij oglądać mecze" bo to kapitulacja zamiast argumentu. Ale jak ktoś mówi, że Hazard to w Madrycie flop to ciężko wymyślić coś innego niż "zacznij oglądać mecze". Nie ma przypadku w tym, że Real najlepszą piłkę w tym sezonie grał w listopadzie, kiedy Eden zaczął łapać rytm. Świetnie się Belga oglądało, woził rywali aż miło i kiedy wypracowali trochę zgrania z Benzemą to w każdym meczu wspólnie dawali trochę magii. Pewnie, że póki co wkład Hazarda w sezon jest niewielki, ale już zdążył pokazać jakość do której przyzwyczaił w Chelsea. Z resztą, od dwóch tygodni kibice Madrytu przed każdym ogłoszeniem składu meczowego modlą się o Hazarda w kadrze. Jakby to był taki flop to chyba by w jego powrocie nie oczekiwali drugiego przyjścia Jezusa.
Hazard wróci i będzie wymiatał, nie mam co do tego wątpliwości.
* Chyba, że weźmiemy poprawkę na to, że sprowadzenie Zidane'a zaowocowało jego późniejszym zatrudnieniem jako trenera. Ale też bądźmy poważni, nikt transferów nie rozpatruje w ten sposób.



