,,Obecna'' piłka się zaczęła od drugiej połowy lat 90-tych (prawo Bosmana i początek transferów na dużą skalę, tak zresztą odbudował się Real - wystarczy popatrzeć na skład z finału '98), a historia co najwyżej wzmacnia przekaz - Real wygrał siedem razy LM, Barcelona - cztery, nikt inny nie wygrał więcej niż dwa razy (nom, Milan - trzy licząc od powstania LM per se). Dlatego Barcelona i Real mierzą w Ligę Mistrzów co roku, reszta generalnie walczy o jakąś Ligę Mistrzów, ale presja jest nieporównywalna - tak to wygląda w przypadku Realu od 1998, a od przyjścia Ronaldinho - w Barcelonie. Za 2-3 lata balonik na LM w Madrycie znowu będzie ogromny. Można się z tego śmiać, ale m.in. dlatego Real wygrał tak dużo. To, że Real czekał 32 lata na kolejną Ligę Mistrzów, w większości w jakichś pół-prehistorycznych czasach (z całym szacunkiem), gdzie królował Hamburger SV, Steaua Bukareszt, Crvena Zvezda czy Nottingham Forrest, dla współczesnej piłki nie ma znaczenia.
Szczerze nie wiem, z czym polemizujesz, ale nie wątpię, że spróbujesz mnie przekonać, że jest inaczej, więc trzymam kciuki.
Przesadziłem może z tym pokoleniem, powinno być ,,raz na dekadę'', ale ww. klubom to i tak się raczej nie udaje. Dlatego - bo wyrwałeś z kontekstu, który był oczywisty - ten okres lat 01-10, to dla mnie stracony z grubsza czas, i jestem dużo mniej entuzjastycznie nastawiony do ery Galacticos, jak i indywidualnie do tych graczy, niż się powszechnie uważa. Taki Figo miał jeden zajebisty i dwa-trzy dobre/bardzo dobre sezony. To, co udało się wygrać, to było minimum przyzwoitości jak na pozycję, wkład i potencjał Realu.
Dlatego Bale'a należy porównywać z takimi transferami, jak: Modric, Kroos, Ramos, Marcelo, Varane, Casemiro, wykupienie Carvajala. Tyle, że tu nie ma porównania. Ale nie chce mi się o tym dyskutować, co miało zostać napisane, już napisano.
Nawiasem mówiąc, Marco Asensio zrobił w sezonach 16/17 i 17/18 - za każdym razem z ławki - 3 bramki i 2 asysty w meczach fazy pucharowej z Bayernem, Juventusem i PSG. Za 3,5 miliona euro. Czasem nie trzeba wydawać fortuny, żeby trafić świetnego rezerwowego.



