A po trzeciej, na której biegła Kamila Żuk, tak się strzelanie rywalek ułożyło, że nasza zawodniczka zakończyła swoją zmianę na pierwszym miejscu i to ze sporą przewagą nad resztą stawki.
Tylko że na ostatniej zmianie biegła najsłabsza i (najstarsza w ekipie) Gwizdoń. Od razu sobie rozważałem czy nie powinna na niej biec młoda i bezkompromisowa Jakieła, która biega podobnie, ale strzela słabiej?
Jednak doszedłem do wniosku że bardziej doświadczona zawodniczka jest lepszym rozwiązaniem.
No i niestety nasza spudłowała aż cztery razy (a strzelanie to jej największy atut), co szybko sobie przeliczyłem na 30 sekund straty w biegu! Polska sztafeta ostatecznie zajęła siódmą lokatę, tracąc do zwycięskiej Norwegii 50 sekund, drugie były Niemki (10 sekund straty), a trzecia Szwecja (18 sekund).
Reasumując, nawet gdyby Polka strzelała bezbłędnie, to do podium traciłaby dwie sekundy i myślę, że gdyby rozgrywka szła pierś w pierś i tak by nie dała rady, więc na medal dzisiaj szans nie było, a tylko apetyty nam wzrosły. Taki niespodziewany sukces bowiem smakuje o wiele lepiej niż te oczekiwane (choćby w skokach).
No cóż, zatem trzeba będzie jeszcze na takowy poczekać, oby nie za długo...
Po cichu na ten medal liczyłem, chociaż realnych szans nie było, ale dzisiejsze emocje będą niezapomniane i za to dziewczynom dziękuję i gratuluję znakomitego występu (zwłaszcza trzem pierwszym: Kindze Zbylut - 0 pudeł, Monice Hojnisz-Staręga - 1 pudło, Kamili Żuk - 1 pudło i czwartej Magdalenie Gwizdoń - 4 pudła / trochę mniej).



