Kuś miał bardzo długą przerwę [kontuzja Achillesa] teraz, w piatek powrócił do gry. Zagrał przawi 80 minut i poprosił o zmiane.
Zszedł wykończony po meczu z Pasami. I na terningu w sobotę nie był jeszcze w pełni sił po poprzednim dniu.
W trakcie treningu zasłabł, wiadomo jak ktoś zemdleje - to nie bardzo ma kontrole nad ciałem - no i zaczął się dusić językiem.
Dobrze, że Anderson był na miejscu.
W szpitalu nie wykrto żadnych powikłań.
Moim zdaniem błąd poełnili lekarze Lecha, którzy powinni lepiej zadbać o pikarza. Bo ten nie powinien trenować, skoro odczuwa jeszcze skutki meczu, który był dzień wcześniej.



