Azerbejdżan - Polska 0:5
Ponownie wygrywamy pięcioma golami, co cieszy, choć rywal oczywiście był bardzo słaby. Co ciekawe na ten moment daje nam to pozycję lidera grupy:
Sam mecz przywodzi mi na myśl wygraną panów z Gruzją w 2015 (?) roku 4:0. Do końca 1:0, a następnie trzy gole w ostatnich minutach. Tutaj było 0:2, żeby w doliczonym czasie dobić na 0:5.
Zagraliśmy tym samym ustawieniem co z Mołdawią. W składzie jedyną zmianą była wymiana Kamczyk na Grabowską, co zupełnie mnie nie dziwi, biorąc pod uwagę postawę obu w poprzednim spotkaniu.
Cieszy mnie, że wygląda na to, że wypracowaliśmy ustawienie, które będzie działać przeciwko słabszym rywalom. Za kadencji Stępińskiego zdarzało nam się męczyć z przeciwnikami niższej klasy. Te 3-5-2 z Sikorą i Chudzik w rolach wahadłowych zdaje się działać znakomicie. Jedyne co bym zmienił w przyszłości, to przesunięcie Grabowskiej (lub Kamczyk) do skrzydła za Chudzik, a ją samą na ławkę za Matysik (teraz była kontuzjowana). Ewentualnie wtedy Matysik do tyłu, a Grzywińska do przodu - jej atomowa noga przydałyby się wyżej.



