tyle że nie wiemy, jaki to odsetek, a ilu z nich mogło pożyć znacznie dłużej. Ci ludzie mieli jedną, dwie, nawet czasem trzy choroby współistniejące i normalnie funkcjonowali, przynajmniej tu w Polsce. Złapali koronę i od razu intensywna terapia, szybki zgon. Cholera wie, ilu z nich nie przeżyło by następnego roku, ale wirus w tym przypadku to często taki gwóźdź do trumny. Mój ojciec dla przykładu na serce leczy się od jakichś czterech lat i na razie drogi na cmentarz sobie nie udeptuje.
W ogóle ty siedzisz w UK, to będziesz wiedział najlepiej - jak sytuacja wygląda u was? Bo przy stosunkowo niedużej liczbie przypadków macie całkiem sporą śmiertelność, zdecydowanie powyżej średniej. Kwestia raczej skąpej liczby testów? Problem w szpitalach?



