Pytanie czy Charlotte to rynek (a to też w pewnym sensie istotne) do zdobywania pierścienia czy wystaczy 1/2 runda Playoffy ^ Bo też trzeba przyciagać graczy do danych miast. Wiadomo łatwiej o to w Los Angeles, Nowym Yorku (choć to brzmi śmiesznie patrząc na Knicks), Bostonie, Philadelphii etc
I też nie ma co porównywać kontraktów w NBA do piłkarskich bo tutaj pole popisu do renegocjaci jest marne. Ba przecież obecnie wysokość kontraktu reguluje CBA, prawo Birda etc + salary cap które powinno być imo w piłce zamiast FFP



