W 2015 roku na chwile przed wyborami Komorowski wygrywał w pierwszej turze i tylko przejechanie po pijaku niewidomej zakonnicy w ciąży miało mu zabrać wygraną. A wcześniej PO wygrywała wszystkie wybory, może nie bardzo pewnie na koniec, ale wygrywała. Niedługo później Komorowski przerżnął wygraną prezydenturę, a potem PiS wygrał w cuglach wybory parlamentarne. Czy tak dużo trzeba, by zwycięstwo zamienić w porażkę? Niekoniecznie.
Młodzi ludzie nie patrzą na trzynaste i czternaste emerytury, nie patrzą na 500+ i przekop mierzei wiślanej. To, co zabrało głosy młodych, to słowa o LGBT, to poczucie alienacji niektórych grup, to poczucie, że ta władza nie akceptuje tych wartości, którymi kieruje się młodzież. I nie wiem, czy wygrywało PiS w niższych kategoriach wiekowych w ostatnich wyborach, ale na pewno nie wygrywało pewnie.
Duda stracił te grupę odwróceniem się od niej i uderzeniem w żelazny elektorat. Przejście do tej agresywnej i konfrontacyjnej kampanii musiało zmobilizować młodych do głosowania przeciw i tak się stało. Poza tym widać było, że młodzi, często zniechęceni, poszli tłumnie do urn. Nie tylko sporo młodych od obecnej władzy się odwróciło, ale wielu, którzy normalnie by nie głosowali, poszli zagłosować. I odwrotnie - mobilizacja tego docelowego elektoratu tez była ogromna.
Imo ta władza mimo wygranej ma naprawdę dużo do przemyślenia, bo na elektoracie obecnych 60-latków to może i powalczą o wygraną za 3 lata, ale tego się nie uciągnie w dłuższej perspektywie, a programy socjalne też się wyczerpią.



