W moim przypadku ja praktycznie nie odczułem przejechanej trasy. Były jedynie dwa momenty, gdy podczas dwóch wzniesień musiałem wprowadzać rower. Poza tym na drugi dzień jedynie rano, do momentu rozgrzania, czułem lekki dyskomfort. Pewnie duża w tym zasługa rowerka stacjonarnego, z którego korzystam regularnie. Teraz, żeby poprawić swoją formę na wzniesieniach do meczów Juventusu ustawiałem sobie cięższe obroty i już czuję wyraźną poprawkę podczas górek;)Sawyer pisze: ↑03 sie 2020, 12:37To teraz atak na 200prawda jest taka, że jak po tej stówce nie umierałeś 1-2 dni, to 200 km tez zrobisz
Ja zrobiłem 220 km 8 lat temu i od tamtej pory mój max to 150km i to w wyścigu. Solo to max. 125km.
W 2012 miałem tak dopasowany rower, że 200 to nie było wyzwanie. Od przesiadki na szosę wszystko powyżej 100 km to dyskomfort, a ciagle żal 500zł na bikefitting![]()



