Messi i Ronaldo walili w niej po 40-kilka bramek, bo byli geniuszami i grali w kosmicznych drużynach, ale City pokazuje, że ten dorobek strzelecki Barcelony czy Realu to wcale nie jest jakaś abstrakcja. City Pepa (poza pierwszym sezonem) robi średnio 100 bramek na sezon, niewiele mniej niż Barcelona Pepa, a co byłoby gdyby tam w miejsce Sterlinga/Mahreza wstawić Messiego/Ronaldo? Czy to oznacza, że Premier League to liga ogórków? Co z kolei nie oznacza, że drużyny z dołu tabeli La Ligi to poziom Premier League, ale z perspektywy czasu to jakiś kosmos jak przeładowane kadry miały Barcelona i Real, np. w ostatnim sezonie Mourinho w Realu grali Ronaldo, Benzema, Higuain, Di Maria, Ozil, Xabi Alonso, Modric, Marcelo, a taki Callejon (późniejsza gwiazda Serie A) pełnił rolę Lucasa Vazqueza. Barcelona lekką ręką oddawała Alexisa Sancheza, bo się nie sprawdza, a na ataku grali tam Neymar, Suarez i Messi. Starczyłoby na trzy obecne Realy/Barcelony pod względem potencjału w ataku. A że te drużyny grały na Messiego/Ronaldo, to ci (pomimo bycia najlepszymi w historii) nabijali statsy do granic możliwości.
To jest coś nie do powtórzenia IMHO: w sensie, talenty takiego pokroju które trafią na takie idealne warunki jak Messi i Ronaldo. Taki Ronaldo przez 9 lat w Madrycie grał obok Benzemy, Higuaina, Bale'a, Di Marii, Isco, Jamesa, Ozila, Modricia, Kroosa, Xabiego Alonso, Marcelo (ścisły top historyczny w ataku na swojej pozycji), a Messi w Barcelonie obok Villi, Suareza, Neymara, Henry'ego, Xaviego, Iniesty, Fabregasa, Sancheza, Eto'o, Daniego Alvesa czy Alby. Można złapać się za głowę.
Od paru lat Ronaldo jest już słabszy i Lewy to (co najmniej) ta sama półka (Ronaldo przez grę w Juventusie jest pewnie trochę niedoceniany), Messi jest półkę wyżej od reszty, ale to Messi, nikogo takiego nie było i pewnie nie będzie.



