Obejrzałem ostatnio ten Kler i coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że Smarzowskiego musiało spotkać w życiu coś bardzo przykrego, że dosłownie w każdym swoim filmie musi stosować ten sam schemat i zamieszczać masę seksu, brutalności i hektolitry wypitego alkoholu. Każda grupa jaką przedstawia w swoich filmach musi być ruchającymi, skorumpowanymi i nie stroniącymi od alkoholu szumowinami. Zapewne w jakimś tam małym procencie ma to odzwierciedlenie w rzeczywistości, ale jednak to co praktykuje od lat w swoich filmach Smarzowski zdaje się być jednak do granic możliwości przerysowane. Zapewne to zabieg celowy, ale osobiście nieco mnie to w jego filmach już męczy i chciałbym kiedyś zostać pozytywnie zaskoczony i obejrzeć film spod jego ręki, który byłby w stanie być uznawany za dobry również i bez tego wszystkiego.
A sam Kler całkiem przyjemny. Była masa tego o czym wspomniałem wyżej i to czym filmy Smarzowskiego stoją plus również standardowa jak na jego filmy świetna przytłaczająca muzyka dodająca całości niesamowitego klimatu.
Oczywiście osobny akapit dla Jakubika. Jak ogólnie raczej nie jaram się polskimi aktorami i raczej też za nimi nie przepadam tak ten gość jest po prostu znakomity. Normalnie byłbym pewnie zmęczony gdybym u jakiegoś innego reżysera widział w kolejnym już jego filmie tego samego aktora, ale w przypadku Jakubika w ogóle mi to nie przeszkadza bo wiem, że stworzy kolejną wyśmienitą kreację aktorską.



