Niestety nasza kadra ponownie spaliła się pod ciężarem meczu. Podobna sytuacja wydarzyła się w poprzednich el. MŚ - w meczach o awans ze Szkocją. Wychodzi, żę racje miał trener Karel Rada twierdząc, że bez Pajor ta kadra jest mentalnie słaba. Nasze dziewczyny grają świetnie kiedy mają ją jako alibi albo żywy talizman - jakkolwiek to sobie racjonalizują - na zasadzie "no z Ewką nie przegramy". Kiedy jednak odpowiedzialność spada na ich barki to szybko pojawia się trema, zwątpienie...itd. Ciekawe ilu naszym przewinała się myśl natychmiast po utracie pierwszej bramki - "Boże, jutro w sieci nas zmieszają z błotem...' - a za tym poszły nerwy, strach, napędzające się błędne koło coraz gorszej gry. Wystrczy spojrzeć jak różne ekipy wyszły z szatni w pierwszej i w drugiej połowie - i to w obu meczach. Na płaszczyźnie sportowej dochodzi do tego jeszcze fakt, że kiedy w naszej kadrze brakuje kilku ponadprzeciętnie grających piłkarek: Pajor, Jaszek, Zdunek, Kamczyk, Matushewski..itp, to ich zmienniczki niestety reprezentują co najwyżej przeciętny poziom naszej bardzo słabej Ekstraligi. Na Europejskie boiska to za mało.
Czeszki postawione pod ścianą okazały dziś większą odporność psychiczną, która pozwoliła im zaprezentować pełnię swoich możliwości. W przeciweństwie do poprzedniego meczu w pełni wykorzystały swoje warunki fizyczne a determinacji moglibyśmy się dziś od nich uczyć. Jednym słowem - choć to jeszcze nie przesądzone - program rozwoju Czeskiego piłkarstwa kobiecego właśnie zostawnił nas w tyle. Mówimy o małym 10 milionowym kraju, w którym piłkarstwo kobiece jest jeszcze mniej popularne niż u nas - patrząc po ich wynikach to niebawem się zmieni.
Smutne to wielce bo kobiece piłkarstwo w stosunku do męskiego potrzebowało w ostatniej dekadzie relatywnie o wiele mniej nakładów by wciąż jednak zapewnić spory sukces. Zrozumiała to część wielkich federacj Anglia, Francja, Włochy, itd oraz jak widać kilka mniejszych (Austria, Szwajcaria, Czechy, Holnadia, Szkocja). Zwiększyli budżety kobiecej piłki z ledwie paru do kilkunastu procent rocznego budżetu związku - dzięki czemu dziś mają efekty i tworzący się produkt marketingowy. U nas w tym czasie PZPN wydawał na kadrę jedynie pieniądze płynące od UEFA czasem rzucając ochłapy bądź inną jałmużnę - trzy czy cztery lata temu piłkarka meczu w Pucharze Polski dostawała bon na 500zł podczas gdy wąsaci delegaci z wojewodzkich ZPN dowcipkowali, że trzeba było zostac przy bonach do SPA jak wcześniej. Promocja kobiecej piłki w kraju w zasadzie ruszyła dopiero w tym roku.
Jesteśmy co najmniej dekadę opóźnieni i jeżeli PZPN nie wprowadzi rzetelnej strategii dla rozwoju kobiecej piłki nożnej z finansowaniem minimum na poziomie 15% swojego rocznego budżetu to los kobiecego piłkarstwa w Polsce pójdzie drogą męskiej piłki - o wielkich turniejach i Ligach Mistrzyń będziemy mogli jedynie pomarzyć.



