I tak, i nie. W cywilizowanym kraju to rozwiązanie by się sprawdziło, ale nie w Polsce. Bo prawo do aborcji to jedno, ale potrzebna jest też porządna edukacja seksualna, możliwość podwiązania jajników i mądrzejszy dostęp do antykoncepcji. Aktualnie chorym rozwiązaniem jest, że masz 17 lat, masz prawo być aktywna seksualnie, ale lekarz nie może ci przepisać środków antykoncepcyjnych bez zgody rodziców.
Samo załatwienie sobie aborcji jest banalnie proste i żadne zakazy tego nie zmienią. Doprowadzają tylko do tego, że łatwo sobie zrobić krzywdę i zostać z tym problemem sama ze sobą. I to też nie jest tak, że ktokolwiek chciałby traktować aborcję jako metodę antykoncepcji - to jest bardzo inwazyjny zabieg, który niesamowicie obciąża psychicznie. Nawet tabletkę "po" weźmiesz raz i nigdy nie chcesz tego powtarzać, bo tak rozwala organizm.
Najprościej byłoby powiedzieć, że jak nie chcesz się liczyć z konsekwencjami bycia aktywną seksualnie (czyli: ciążą), to w ogóle nie tykaj się seksu. I niby spoko, ale ciekawie ilu mężów/partnerów spokojnie zgodziłoby się na taki układ. Albo poddało wazektomii, żeby jakkolwiek poprzeć swoje "nie".


