Ja naprawdę nie chciałbym opierać demokracji na zasadzie 'Jest was mało w społeczeństwie, więc możemy wam utrudniać dostęp do tych samych praw'.
Druga sprawa, że fragment 'demokracja więc większość wygrywa' jest niepokojący nie (tylko) dlatego, że i nie ma powodu by 5% społeczeństwa musiało dymać na 2 koniec miasta, ale dlatego, że nie widzę tego 'zwycięstwa większości' w innej formie niż ideologiczna. To nie jest tak, że związek partnerski dwóch mężczyzn czy kobiet nagle wpłynie na mnie, hetero. Nikt mi nic z moich praw nie odbierze, żadne homokomando nie zakradnie sie do mnie w nocy, itp.



