Owszem, nie odniosłem się do tego i zrobiłem to nie przez zaniedbanie, lecz celowo. Z jednej strony przyczyną jest to, że w pewnym momencie takiej dyskusji na pisanie postów mógłbym poświęcać bardzo dużo czasu, wracając do znanych mi źródeł i ewentualnie wyszukując coraz to nowe wątpliwe fragmenty, które znasz na pamięć. Z drugiej nie mam na ten temat na tyle szczegółowej wiedzy, by przerzucać się tutaj argumentami na poziomie znajomości pisma, który by Cię satysfakcjonował i byś (podobnie jak Chlopaczka) nie zaczął nazywać mnie ignorantem. Być może byłoby to pouczające, ale chyba aż tak dociekliwy w tej kwestii i w tej chwili nie jestem. Dlatego, jak mogłeś zauważyć, mój wcześniejszy post był bardziej zestawem pytań niż twierdzeń.Cement pisze: ↑06 sty 2021, 14:41Ale tutaj poruszasz już dwie różne (choć oczywiście związane ze sobą) kwestie:
1) Czy oryginalny tekst Nowego Testamentu został wiarygodnie zachowany do naszych czasów;
2) Czy Nowy Testament jest wiarygodny historyczne (tzn. czy opisywane w nim wydarzenia są historyczne).
Wszystkie Twoje pytania i argumenty w poprzednim poście były na temat 1), udzieliłem na nie odpowiedzi i w Twojej powyższej wypowiedzi nie przedstawiłeś żadnych kontrargumentów broniących Twojej pierwotnej tezy, że nie wiemy, jaki był oryginalny tekst Nowego Testamentu.
Pewnie zgodzisz się też, że wierność zachowania tekstu i to, jak mogły na nią wpłynąć różne czynniki od zaginięcia oryginałów i pierwszych kopii, przez różne niedoskonałości ludzkie, po uwarunkowania społeczno-polityczne, jest z dzisiejszej perspektywy problemem akademickim dla pasjonatów. Oczywiście można zastanawiać się w tym kontekście także nad innymi dziełami, ale ich wydźwięk i znaczenie są zupełnie inne, a możliwość weryfikacji takich hipotez dalece niesatysfakcjonująca. Myślę, że badacze starożytności doskonale zdają sobie sprawę z tego, że dzieła przykładowego Homera w zachowanej postaci mogą w pewnym stopniu różnić się od oryginałów. Właściwie nic nie wiadomo też o samym Homerze, a nie brakuje opinii, że przykładowy Sokrates nigdy nie istniał i został wymyślony przez Platona. To jest jednak mniej istotne, bo to dzieła o znaczeniu kulturowym, o których z góry wiadomo, że przynajmniej w dużym stopniu są po prostu fikcją literacką, a nie wierną relacją historyczną, nawet jeśli wiemy, że Troja prawdopodobnie istniała, bo znaleziono jej ruiny.
Wiarygodność Nowego Testamentu jako opisującego wydarzenia rzeczywiste jest natomiast istotna w kwestii kształtowania się światopoglądu.
Tego się nie spodziewałem.Cement pisze: ↑06 sty 2021, 14:41Oczywiście to, czy wydarzenia opisane w Nowym Testamencie są prawdziwe, to inna kwestia, niezależna od wiarygodności transmisji tekstu. Problem w tym, że tutaj też jest podwójny standard, najlepiej wyrażony w przytoczonym tutaj przez Ciebie (i bardzo chętnie używanym przez sceptyków) twierdzeniu, że "nadzwyczajne twierdzenia wymagają nadzwyczajnych dowodów". Pytanie - co jest "nadzwyczajnym twierdzeniem"? Problem tkwi w tym, że sceptycy apriorycznie przyjmują tutaj naturalistyczny światopogląd, uznający cuda i sferę nadnaturalną za nieistniejącą lub niewiarygodną, i uznają przekazy o nadprzyrodzonych zjawiskach za "nadzwyczajne twierdzenie". Jest to oczywiście cyrkularne, bo apriorycznie zakłada naturalizm, zanim ten został udowodniony jako prawdziwy światopogląd. W skrócie cyrkularne rozumowanie wygląda u sceptyka tak: "cudów prawdopodobnie nie ma, a więc jeśli jest jakiś przekaz mówiący o cudach, to jest prawdopodobnie fałszywy, bo cudów nie ma". W ten sposób dowody na to, że sfera nadnaturalna istnieje, są apriorycznie odrzucane ze względu nie na stan dowodów, ale na światopogląd. Znakomitym przykładem jest cud słońca w Fatimie z 1917 r. - sceptycy i naturaliści muszą odwoływać się do niezłych gimnastyk umysłowych i przyjmować na dobrą monetę niesłychanie naciągane wyjaśnienia, żeby uniknąć wniosku, że doszło tam do cudu zapowiedzianego wcześniej przez Św. Łucję. Apriorycznie uznają słabe wyjaśnienia naturalistyczne za lepsze niż znacznie bardziej logiczne, spójne i harmonijne z faktami wyjaśnienie nadnaturalne.
Tymczasem, jeśli żyjemy w świecie stworzonym przez Boga, to elementy nadprzyrodzone są jego integralną częścią i nie ma w nich nic nadzwyczajnego. Jeśli dysponujemy wiarygodnymi dokumentami relacjonującymi zajście zjawisk nadprzyrodzonych, w oparciu o liczne przekazy naocznych świadków (Richard Bauckham w swoim naukowym opracowaniu Jesus and the Eyewitnesses przytacza liczne dowody na to, że teksty wszystkich czterech Ewangelii zostały spisane w oparciu o relacje naocznych świadków wydarzeń), to nie ma powodów, aby stosować wobec nich inne kryteria badań historycznych niż np. wobec źródeł o podboju Galii przez Cezara, w którego historyczność nikt nie wątpi. Jedyną przyczyną jest aprioryczne przyjęcie przez ateistów ich światopoglądu, który stanowi podstawę do odrzucania wiarygodnych przekazów o zjawiskach nadnaturalnych.
Przyjęcie światopoglądu naturalnego jest logiczne tak długo, jak długo nie wykaże się, że jest on błędny. To, że możemy rozmawiać na forum internetowym, dowodzi, że się on sprawdza. Znanych jest wiele przykładów twierdzeń o wydarzeniach lub zdolnościach nadnaturalnych, ale wszystkie próby ich weryfikacji kończyły się ich obaleniem (wina Jamesa Randiego i jemu podobnych). Jak ktoś uważa, że ma zdolności nadnaturalne, to było lub nadal jest do zgarnięcia wiele wartościowych nagród i nierozsądne jest, by ten talent ukrywał: https://pl.qaz.wiki/wiki/List_of_prizes ... paranormal
Dowody na nadnaturalność sprowadzające się do tego, że ktoś coś napisał dwa tysiące lat temu lub tego, że dzieci coś twierdzą są niewystarczające dla sceptyków i moim zdaniem słusznie. Tym bardziej, gdy uwzględni się fakt, że w czasach Jezusa gawiedź nie była zbyt dobrze wykształcona, a wierzenia w rzeczy nadprzyrodzone nie należały do niezwykłych. Nawet wiele lat później można było zostać ukaranym za „czary”. Prawdopodobnie dobry współczesny iluzjonista też byłby w stanie przekonać część mieszkańców Galilei sprzed dwóch tysięcy lat, że ma zdolności nadprzyrodzone, a nie tylko sprytne ręce, znajomość ludzkich umysłów i umiejętność kierowania uwagą widza. Do potwierdzenia zajścia zjawiska nadnaturalnego potrzeba czegoś więcej niż zapisy kilku autorów, nawet jeśli przyjmiemy, że były one przynajmniej częściowo oparte na relacjach świadków. Ze względu na sposób działania ludzkiego umysłu świadkom nie można do końca ufać nawet wtedy, gdy zeznają w sądzie, a istnienie fałszywych wspomnień jest dobrze udokumentowane i udowodnione na gruncie psychologii, kognitywistyki i neuronauki. Im więcej mija czasu, tym wspomnienia z przeszłości są bardziej zniekształcone.
W świetle powyższego przedstawiane w Nowym Testamencie twierdzenia na temat cudów dokonywanych przez Jezusa z całą pewnością można uznać za nadzwyczajne. Dowody na ich prawdziwość nadzwyczajne już jednak nie są i sprowadzają się do tego, jak bardzo jesteśmy skłonni uwierzyć na słowo komuś, kogo intencji nie znamy i kto zdał relację kilkadziesiąt lat później. Przywołanie stworzenia świata przez byt nadprzyrodzony niczego tutaj nie zmienia, bo im bardziej rozwija się nasze rozumienie świata, tym bardziej karykaturalna staje się interpretacja historii o stworzeniu, która od wiernej relacji wydarzeń wyewoluowała do poematu przekazującego ogólną "prawdę". Oczywiście mimo to wciąż istnieją zwolennicy rozumienia Biblii w sposób dosłowny (ktoś, korzystając ze współczesnej wiedzy naukowej, całkiem poważnie napisał nawet studium wykonalności Arki Noego), ale to już są skrajności. Najbardziej uczciwie jest powiedzieć, że prawdopodobnie miał miejsce wielki wybuch (są na to dowody obserwacyjne), ale nie wiemy, co go zainicjowało. Przyjęcie, że zrobił to bóg, byłoby ryzykownym powrotem do boga od zapychania dziur pojawiającego się między innymi u Newtona.



