Mam wrażenie, że zdecydowana część społeczeństwa bardzo ceni sobie wolność, po prostu akceptuje ingerencję państwa w życie społeczne i na bazie własnej wiedzy i poglądów ocenia sobie, czy konkretne regulacje są dobre, czy złe.
Dla przykładu, obowiązek zapinania pasów to nie jest tylko kalkulacja wolność-brak wolności, ale też kalkulacja czy to dobre dla bezpieczeństwa człowieka czy nie (jest obiektywnie dobre), albo kalkulacja czy chcemy by istniała obiektywnie dobra dla bezpieczeństwa człowieka regulacja, dzięki której istnieje presja by np. moje dzieci zapinały pasy prowadząc samochód, co może uratować ich życie. I wtedy się okazuje, że absolutyzowanie samej kategorii wolności względem innych wartości społecznych (zdrowie publiczne, ludzkie życie) nie trafia do przeciętnego człowieka, bo to jest radykalizm, a ludzie w podejściu do rządzących są dużo bardziej racjonalni aniżeli przypuszczasz, co zresztą pokazuje ostatnie 6 lat w polskiej polityce, gdzie o wynikach w wyborach decyduje kalkulacja realnych korzyści dla określonych grup społecznych.



