Zabawne jest to, jak zmienia się podejście do Hiszpanii na przestrzeni tygodnia. Po pierwszym meczu czytałem, jak to oni kontrolowali grę, jaka tam była jakość, jak tylko zabrakło szczęścia i strzelca, jak to nas zmiotą z powierzchni ziemi. Z nami zagrali z grubsza to samo, tylko my postawiliśmy cięższe warunki niż Szwedzi - ale słaba gra Hiszpanów, my to tak sobie, tylko oni słabi, wielki zawód itd.
Owszem - rywal nam pomógł swoją słabą grą, ale oni nie zagrali inaczej niż ze Szwecją - my po prostu odrobiliśmy zadanie. I fakt, stworzyli sobie okazje, zmarnowali rzut karny - ale poza karnym, poza bramką i poza tą okazją Moraty obronioną przez Szczęsnego - tam nie było innych szans. My stworzyliśmy o jedną świetną sytuację mniej. Tyle że oni te sytuacje tworzyć musieli, my mogliśmy i skupialiśmy się na czymś innym.
Jak dla mnie Sousa obronił zadanie. Oprócz dobrej gry z rywalem przeważającym jakością potrzeba też szczęścia, ale my temu szczęściu pomogliśmy.



