No jeśli zabawa na królewskim etapie zaczyna się na trzy kilometry przed metą to jak to inaczej nazwać?
Nawet ta ucieczka Coviego taka bez sensu, ot, pojechał i dojechał, nikt go specjalnie nie gonił.
Brawa dla Hindleya bo wykorzystał gwiazdkę z nieba ale planu to on na ten etap nie miał.


