Oczywiście wszystko piszę z własnej perspektywy, gdyż jeszcze nie spotkałem się z fatalnym stanem książki wypożyczonej z biblioteki. Choć trzeba przyznać, że kilka było dość blisko. I wierzę, że jest to robota takich wyjątków, którzy cudzą własność mają za nic i że taki stan rzeczy godzi w ludzi porządnych. Ale oczywiście mogę się mylić bo okaże się, że każdy czyta ksiązki balansując nad stronami łyżką zupy albo machając ziemniakiem.
Ja sam nie pamiętam abym kiedykolwiek ubrudził jakąś stronę (nawet własnej książki a tym bardziej cudzej). Może nie podchodzę do tego jak Ty (czyli dmucham i chucham
Amunt Valencia!


