Obostrzenie covidowe dotyczące liczby max. kibiców na stadionach zniesiono w Anglii chyba jakoś na przełomie kwietnia/maja. Oczywiście jest to sytuacja monitorowana na bieżąco i obostrzenia wrócą w przypadku gdyby kolejne fale spowodowały masowy wzost zakażeń i zatkanie szpitali, itp..
Męskie EURO rok wcześniej naturalnie podlegało większym obostrzeniom ze względu na wiele czynników - od zdrowotnych po polityczne (np. mniej zaszczepionych na czas wyrobienia odporności względem nowego bardziej zakaźnego wariantu covida - Delta, sytuacja w Izbie Gmin z walącym się rządem Johnsona, itd.)
Tańsze bilety też pewnie pomogły.. i jest to świetny sygnał dla klubów. Oznacza to że możesz taki Old Trafford mieć wypełniony 2 razy w tygodniu co jest wciąż opłacalne nawet jeżeli ten drugi raz na kobiecy futbol przyniesie o połowę mniejszy zysk. Jeżeli średnia cena biletu w Premier League to 40 funtów (strzelam orientacyjnie) to klub wcale nie pogardzi za drugi wypełniony stadion w tygodniu w średniej cenie biletu za 20 funtów.
Ilość pieniędzy jaka pojawi się w najbliższych latach w Angielskiej kobiecej piłce dzięki temu zwycięstwu na EURO wymusi podobne inwestycje u NIemców, Francuzów, Włochów, Hiszpanów, Holendrów.. itd. Z jednej strony fajnie bo dyscyplina mocno się rozwinie i mecze prezentujące poziom taki jak ten finał staną się co raz bardziej powszechne. Z drugiej smutek bo w przeciągu tych 2-3 następnych lat Europa znów odjedzie nam na kolejne 10 lat. Gdyby użyć porównań z historii to piłka nożna w wykoniu pań wchodzi właśnie w Europie w rewolucję przemysłową, tymczasem u nas wciąż średniowiecze i nawet renesnsu jeszcze nie widać.



