1/4 finału, pierwszy mecz
Corinthians - Flamengo 0:2 (De Arrascaeta 37' Gabriel Barbosa 51')
Kolejna zarwana noc z Copa Libertadores, ale dwa piękne gole były tego warte. W pojedynku brazylijskich gigantów Timao nie dało rady drużynie z Rio de Janeiro, która była lepsza i kontrolowała przebieg meczu, więcej grając atakami pozycyjnymi. W pierwszych minutach blisko było gola dla gospodarzy, bowiem piłkarze gości stracili piłkę na własnej połowie przed polem karnym, ale strzał Gustavo Mosquito obronił nogą doświadczony Santos. Sytuacji bramkowych było niewiele, a do otwarcia wyniku doszło po błędzie obrony Corinthians - w wyniku bilardu w polu karnym piłka trafiła pod nogi De Arrascaety, a Urugwajczyk bez zastanowienia pięknie uderzył z rotacją pod poprzeczkę. Po przerwie Flamengo podwyższyło wynik - obsłużony przez Rodineia Gabriel Barbosa popisał się precyzyjnym uderzeniem sprzed pola karnego, trafiając do siatki od słupka. Flamengo, w którego barwach pojawił się na boisku w 2. połowie Arturo Vidal, całkowicie kontrolowało przebieg spotkania i miało kilka sytuacji, by podwyższyć wynik i praktycznie zamknąć dwumecz, jednak Cassio ratował swoją drużynę przed wyższą porażką. Ma czego żałować David Luiz, bo to właśnie jego dwukrotnie zatrzymał wieloletni bramkarz Corinthians. Jeszcze w ostatniej minucie doliczonego czasu gry mógł paść trzeci gol, ale jeden z graczy gości nie wykorzystał sytuacji sam na sam (znów fatalne ustawienie obrony Corinthians). Gospodarze razili nieporadnością, a ofensywne zmiany nie zmieniły obrazu gry. Nie można jeszcze skreślać drużyny z tak dużym potencjałem, ale przy tak słabej grze bardzo trudno będzie myśleć o odrobieniu dwubramkowej straty na Maracanie. Mecz rewanżowy już za tydzień.



