Nigdy nie darzyłem wielką sympatią Iwana, bardziej mu współczułem, bo każdy, kto w bliskim otoczeniu miał osoby w podobnej sytuacji wie, jakie to niesie konsekwencje (nie na trzeźwo w telewizji) - przykro, że tę walkę przegrał, chyba bez metamorfozy do samego końca. Można pisać laurkę, że to dobry człowiek, który przegrał z chorobą, tylko to co najwyżej półprawda i nie wiem czy dobry przekaz dla ludzi w dużo gorszej pozycji, którzy próbują z tymi samymi problemami mimo wszystko walczyć.
Co w życiu prywatnym robi Kowalczyk - nie wiem, Iwan jako osoba publiczna był rzeczywiście ciekawszy, tylko jakie to ma znaczenie, gdy pod koniec życia żona i córka mieli go (w jakimś zakresie) chyba dosyć? Nie mam pojęcia.



