Pele błyszczał niesamowicie, bo grał na pozycji, która akurat w momencie jego piłkarskich narodzin w Santosie zyskała w Brazylii niezwykła taktyczną rolę. Ani nie był środkowym napastnikiem, ani ofensywnym pomocnikiem, był łącznikiem - choć w zasadzie pełnił podobną rolę, pozycja łącznika powoli zanikała - w systemie 424 (de facto 334 w fazie ataku i 433 w fazie obrony), który w latach 50. ubiegłego wieku wyewoluował w Brazylii z innego znanego ustawienia tzw. WM (kształtem ustawienie przypominało te dwie litery). Na tej samej pozycji grał Puskas w Węgrzech. Środkowy napastnik grający głębiej, flirtujący z linią pomocy, szukający miejsca pomiędzy kolegą z napadu a skrzydłowym. To była w tamtych realiach taktyki itd pozycja skrojona dla takich geniuszy. Dzisiaj pewnie nazwiemy to cofniętym napastnikiem, który trochę schodzi po piłkę a potem jest już jednoosobową armią do niszczenia rywali. Idealna pozycja dla piłkarzy, którzy połykają przestrzeń, a Pele robił to fenomenalnie.
Taki Muller robił statystyki będąc jednak typowym golleadorem, strzelał każda częścią ciała, często brzydko, byle jak, byleby celnie. Statystykami może się równać z Pele, ale właśnie tym Brazylijczyk się wyróżniał na tle piłkarzy z podobnymi statsami - był najpiękniej grającym piłkarzem. Przez dekady trudno było znaleźć kogoś z takim dryblingiem, ciągiem na bramkę, ośmieszaniem rywali.
No ale dla mnie dalej jest jeden piłkarz, który wygrywa ze wszystkimi w historii.



