Co do samego meczu, to pierwsza połowa do zapomnienia. Chyba najgorsze widowisko z udziałem United jakie widziałem po Mundialu, ale mówię o widowisku, a nie o grze United, bo to po prostu była gra w kości przerywana czasami grą w piłkę. W drugiej połowie poza pierwszymi kilkoma minutami było zdecydowanie lepiej. Sędzia chyba też powiedział coś w przerwie, bo obie ekipy się uspokoiły, a dzięki temu United mogło się rozpędzić.
Wśród zawodników, których stale widzimy na boisku nie powiem nic nowego, także pozwolę sobie ich pominąć. Zostają Maguire i Sabitzer. Pierwszy solidny w defensywie, kilka akcji skasował i pokazał, że może dobrze zagrać. Oczywiście nie obyło się bez wtopy, ale i Varanowi i Martinezowi się one zdarzają. Sabitzer dalej mnie nie przekonuje, ani w defensywie ani w ofensywie. Dużo biegał bez jakiejkolwiek sensu i jedyne czym mi zapadnie w pamięć to zagranie do Shawa przy pierwszym golu.
Coś w tym jest, bo bramka Garnacho ląduje na jego koncie, a i poprzednio przy golu Sancho powinien się lepiej spisać.
Dzisiaj anonimowy występ, w poprzednim meczu zdecydowanie bardziej zapadł w pamięć.



