W latach 2011-2015 uczestniczyłem w Marszach Niepodległości, teraz już nie. Z kilku powodów:
Po pierwsze, wolę raczej inne sposoby wyrażania uczuć, myśli i emocji niż zbiorowe wykrzykiwanie haseł. Z tego samego powodu nie jestem kibicem sensu stricto.
Po drugie, Marsz Niepodległości ma jakiś taki wojenno-rewolucyjny klimat. To prawda, że uczestniczy w nim mnóstwo rodzin z dziećmi, ale ogólna atmosfera piknikowa nie jest. Huk petard, dymy, wrzaski przez megafon, uzbrojona po zęby policja... Mnie to nie odstrasza, w wielu miejscach byłem, wiele widziałem, ale nie jestem przekonany, czy to najwłaściwszy anturaż do celebrowania polskości. Za wytworzenie takiego klimatu odpowiada pewnie kilka stron - i uczestnicy, i organizatorzy, i rządzący (zwłaszcza ci z początków Marszu Niepodległości), ale to nie jest tak, że istnieje on tylko w przekazie telewizyjnym, który skupia te wojenne elementy jak soczewka, a nie pokazuje szerszego kontekstu. Na miejscu też się to widzi, słyszy, czuje, chłonie tę atmosferę.
Po trzecie, niektóre hasła są niedopuszczalne. Pamiętam na przykład, że na Marszu Niepodległości 2015 tłum życzył wiecznego potępienia Czesławowi Kiszczakowi, który zmarł akurat w tym czasie. Nie do pogodzenia z katolickim światopoglądem. Nie miałem niestety odwagi, żeby zwrócić komukolwiek uwagę, ale sam odmawiałem po cichu wieczny odpoczynek, prosząc Boga o miłosierdzie dla tej duszy. To samo tyczy się "pozdrawiania" policji. Ja wiem, że policja jest, jaka jest, ale lżenie polskich służb mundurowych na polskim święcie niepodległości jest jednak absurdalne i nieakceptowalne.
Ktoś może zapytać: jaki odsetek uczestników Marszu Niepodległości rzuca petardami? Niewielki. Margines. Tyle tylko, że jeśli jakaś patologia pojawia się niezmiennie na marginesie pewnych środowisk, a innych nie, to znaczy, że te środowiska same w sobie też muszą być patologiczne. Jeśli międzynarodowy terroryzm gnieździ się akurat na marginesie islamu, to znaczy, że w samym islamie też musi być coś nie tak. Jeśli chuligani funkcjonują akurat na marginesie piłkarskiego środowiska kibicowskiego (przecież równie dobrze mogliby łobuzować z uczestnikami Konkursu Chopinowskiego na sztandarach), to znaczy, że w mainstreamie tego środowiska też musi tkwić jakaś patologia. I jeśli petardy wybuchają akurat na marginesie Marszu Niepodległości, a nie przy okazji wieców Radia Maryja albo KOD-u, to znaczy, że przyczyn należy szukać również wśród "normalnych" uczestników MN. Ich stosunek do patologicznych zachowań marginesu oscyluje gdzieś pomiędzy akceptacją, obojętnością i bezobjawowym sprzeciwem.
Osobna kwestia jest taka, że - choć mam sporo sympatii do poglądów narodowych - nie jestem narodowcem, ale o tym może innym razem...



