Nie wiem czym bylo spowodowane, ale jak widzialem tych wszystkich pilkarzy Realu jak wysiadali na lotnisku przed meczem w Zaragosie to poprostu chcialo mi sie smiac. Guti, Beckham i inni czuli sie jak jacys krolowie, ktorzy mysla ze nikt nie ma z nimi zadnych szans. Real wygral 7 meczy z rzedu i juz wszyscy mysleli ze sa niezwyciezeni. Weszli na boisko z mysla ze cokolwiek by sie stalo zwycieztwo bedzie ich.yazid^ pisze:Mi się wydaje, że o kryzysie nie może być mowy, gdyż wczoraj po prostu Real pokazał swoje prawdziwe oblicze tj. gwiazdki, którym nie chce się ani biegać, ani walczyć, ani robić cokolwiek
Real Zaragoza panowal od samego poczatku do samego konca. Ostatni gol na 6:1, byl przepiekny i Casillas nie mial zadnych szans, ale przy innych golach nie popisal sie zabardzo. Tuz pod konic meczu moglo byc 7:1, ale pilka uderzyla w slupek, wyskoczyla z rak Ikera, ale ten ja zlapal w ostatniej chwili i uratowal jeszcze wiekszy wstyd.
Diego Milito nigdy nie zapomi tego meczu. W 35 minut strzelil 3 gole wielkiej druzynie i potem dobil jeszcze jednego w drogiej polowie. Ewerthon ze swoimi dwoma golami tez zasluguje na brawa.



