Trochę zazdro, że tak potrafisz do tego podchodzić. Ja już wolę obejrzeć zamkniętą w 4 godziny historię niż rodzielać film na dwie części. Zawsze mam wtedy wrażenie, że wątki/sceny, którym wlasnie kibicuję i tak zostaną swój pay off miesiące później, że nie ma co się emocjonować główna fabułą, bo ona i tak musi dąrzyć do jakiegoś cliffhangera, itp (matko, nienawidzę mojego polinglisha, ale tak chyba najczytelniej napisać). Co ciekawe dotyczy się to także filmów, których historię już znam, bo bazują na podstawie książki.



