Jedynym gościem z tamtego Liverpoolu który mógłby przejść do drugiej drużyny i mieć nadzieje na pierwszy skład był Gerrard. Xabi oczywiście też był mocny, ale gdzie mu w 2005 roku było do ówczesnego Pirlo. No ale z kolei taki Barella czy Bastoni z Interu też nie byliby bez szans w walce o skład w Manchesterze lub Madrycie. Dość powiedzieć, że Real ślini się od roku do Bellinghama który nie wydaje mi się w niczym lepszym od Barelli.
Anyway, dysproporcja między Interem a drugi finalistą będzie duża. Podobnie duża jak była w 2005 roku. Wtedy też był Stambuł, może nawet znowu z udziałem Carlo, więc kto wie
No i Simone mi mocno przypomina Beniteza. Taktycznie oczywiście zupełnie inne podejście ale to też nie jest gość na wygrywanie ligi bo brakuje mu regularności, ale jak mało kto potrafi rozprawcować pojedynczego rywala dlatego w starciach pucharowych jest tytanem.



