FC Barcelona (zbiorczy) (cz.2)

Awatar użytkownika
j1mmy
30+
30+
Posty: 5756
Rejestracja: 29 paź 2005, 16:54
Reputacja: 781

Post autor: j1mmy » 13 lut 2006, 10:40

Opowiadanie to dyktuje adkowi ;) tak w ramach naszej niedawnej dyskusji :

12.2.3459

Gdzieś w odległej galaktyce tysiące lat świetlnych od ziemii.

Admirał Rijkaard wpatrywał się z konsternacją w ekran taktyczny nerwowo postukując palcami w blat.
Stan jego floty wcale nie wyglądał dobrze. Miesiące ciężkich walk wewnętrznych mających na celu zdobycie
poparcia jego wysokości Króla imperium Iberyjskiego kosztowały go życie wielu wspaniałych ludzi.
-Dlatego muszę dziś wygrać. Ta jedna bitwa dziś przypieczetuje moje zwycięstwo w wojnie domowej będe wreszcie
mógł przegupować flote i udeżyć na tych niegodziwców z Albionu co są finansowani przez gidlię energetyczną.
Tylko zbombarduję układ Mestalla i do domu.

Jego rozwazania zostały przerwane przez oficera taktycznego:

-Admirale nasze sondy wskazują na to , że przeciwnik nas oczekuje. Jak wskazują raporty zajeli dogodne miejsca
obronne w układzie i wygląda na to, że nie sprzedadzą skóry tanio.
- Tak no cóż mogliśmy się tego spodziewać, nikt chyba nie liczył ze druga najsilniejsza frakcja w okolicy
pozwoli zdobyć ich dom bez walki.
-Rozkazy Admirale??
- za 10 minut odprawa taktyczna u mnie, niech zgłoszą się kapitanowie:

Victor Valdes
Oleguer Presas
Rafael Marquez
Carles Puyol
Giovanni van Bronckhorst
Edmilson
Mark van Bommel
Andres Iniesta
Ludovic Giuly
Samuel Eto'o

reszta niech czeka w odwodzie, ogłosić alarm bojowy 2 stopnia, czas kontaktu z przeciwnikiem 8h


Jakiś czas później w sali konferencyjnej zebrał się sztab odpowiedzialny za atak.
Wszyscy byli maksymalnie skoncentrowani, wiedzieli że ta bitwa może przesądzić
o wszystkim i będa mogli wrócić do domu jako zwycięzcy. Jednakże byli zmęczeni ostatnie walki z formacjami z
Stolicy i oraz systemu Zaragoza kosztowały ich oddział superdrednaughtów dowodzony przez komandora Ronaldinho oraz
super nowoczesny oddział niszczycieli wspomagających dowodzonych przez młodego kapitana Leo, który cudem uniknął śmierci.
Brak oddziału krązowników liniowych pod dowództwem Deco był też ogromnym ciosem
chyba nawet wiekszym niż ten jakiego doznali na początku walk kiedy stracili ruchome twierdze KontrAdmirała Xawiego.

Rijkaard zasiadł za stołem spojrzał po swoich dowódcach chowając w sercu troski wypisane na ich twarzach.
Zaczał spokojnie:

-Panowie wszyscy wiemy jak wygląda nasza sytuacja, spora część naszej floty jest uszkodzona, inne formacje odzyskują
dopiero siły i wigor po walkach w galaktyce PNA-6 ale ta bitwa może przesądzić o wszystkim ,
więc postarajmy się ten ostatni raz i skopmy im tyłek. Z racji tego, że brakuje nam większości sił wspomagających Kontradmirała E2
bedziemy musieli improwizować. Kapitanowie Valdes, Presas, Marquez i Puyol bedą stanowili zaplecze dla statku flagowego, Admirale e2
pan i pana ludzie spróbujecie związać w wakę trzon sił obronnych przeciwnika, w ten sposób mysleli ze to pan ma bombowce mające zniszczyć infrastrukturę
Tymczasem my spróbujemy zaatakować z drugiej lini krążownikami, które nie będa narażone na zmasowany atak wroga.
Szczegółowy plan taktyczny został przesłany na wasze statki. Dziękuje wam za uwagę i powodzenia!

---------------------------- -------------------------------


10 godzin później Armada statków wyszła z nadprzestrzeni ogłupiając wszystkie systemy ostrzegawcze w systemie Mestalla.
Jednak obrońcy byli przygotowani. Dla nich to była bitwa o wszystko, bo bronili własnych domów i rodzin.
Nic nie wskazywało na to , że bedzie to bitwa z relatywnie małymi stratami.
Losy bitwy przechylały się to raz na jedną raz na druga stronę, jednakże jak się okazało determinacja obronców była elementem kluczowym.
w ciągu pierwszych godzin kiedy to lontiskowce wciąż atakowały oddziały kapitana Valdesa, który to bardzo sprytnie sciągał coraz wieksze siły przeciwnika na siebie.
Pozwoliło to oddziałom Marqeza przeprowadzić próbę szaleńczego ataku na planetę, który przyniósl by rozstrzygnięcie gdyby nie fakt że bomby zrzucone na planetę zostały zatrzymane przez forty orbitalne,
nieudało się. Tak naprawde tego co stało się w 41 godzinie bitwy nie przewidział nikt. Kapitan valdes zauważył nadazającą się
okazję zbombardowania planety wroga i postanowił zaryzykować, w wyniku tego odsłonił statek flagowy Rijkaarda, który został bardzo mocno uszkodzony przez wracający oddział lotniskowców Villa d.
Jak się okazało uszkodzenia statku flagowego uniemozliwiły przełamanie impasu, mimo pozniejszych prob atakow oddziałow komandora Larsona.
katalonskie oddziały wrocily pokonane do domu, a bitwa z albionczykami była niebezpiecznie blisko.


Zapraszam do komentowania byle z sensem :D. Przepraszam za krotki opis bitwy ale meczu nie widzialem[/i]

Wróć do „Hiszpania”