Dokładnie, każdy piłkarz powinien być jak Donnaruma i uciekać do mocniejszego klubu przy pierwszej możliwej okazji.
Futbolowi romantycy, przeciwni najemnictwu, braku przywiązania do barw klubowych i pogoni za kasą, a jednocześnie obśmiewający Harrego Kane przy każdej okazji, to najzwyczajniejsi w świecie hipokryci.
A Harremu Kanowi za wierne trwanie przy swoim należy się wielki szacunek, a nie obśmiechujki.
Biorąc pod uwagę że Haaland ma w tym sezonie aż 28 big chances missed (chyba nowy rekord skoczni),zaś Kane tylko 12, to może faktycznie trzeba uznać że Kane był indywidualnie lepszy?



