Zaczął się Tour i jak zawsze będę oglądał. W ostatnich latach kibicuję Pogacarowi, który charakterem, walecznością bezkompromisową, nie zawsze roztropną, pisz wymaluj przypomina mi mojego kolarskiego idola, Grega Lemonda. Gdy go oglądam, przypominają mi się lata 80, najlepsze lata kolarstwa, przed erą EPO i ścisłej specjalizacji. Pogacar, tak jak wielcy mistrzowie tamtego okresu, nie boi się startów w klasykach brukowych, wygrał w tym roku legendarny Ronde Van Vlaanderen, we wspaniałym stylu, czym niebywale mi zaimponował.
Oczywiście sama technika jazdy jest dziś inna niż w XX wieku- miękkie przełożenia, szybsza kadencja (te kołowrotki, które wprowadził Armstrong, a do perfekcji doprowadził Froome), ale ten kozacki styl jazdy Tadeja mocno tamte czasy przypomina.



