To samo mówił kiedyś Greg LeMond, zresztą mój kolarski idol. Rok po wygraniu swojego 3 Touru zaczął przegrywać z zawodnikami biorącymi EPO, którzy w ciągu paru miesięcy dokonali kosmicznego progresu. Tacy ludzie jak Indurain, Chiapucci, Bugno odjeżdżali mu na górskich etapach na kilka minut. To był dla niego szok. Startował jeszcze rok i mając do wyboru: EPO albo dalsze kompromitujące porażki, wycofał się z wielkich imprez.



