Noaleprzecież my nie ukrywamy tego, że pod względem kasy jesteśmy niczym polowy rozrzutnik nawozu. Tylko, że my sobie możemy (a w zasadzie mogliśmy) na to pozwolić bez uciekania się do oszustw, lipnych umów sponsorskich, kreatywnej księgowości itp. Nas było na rozrzutność stać, zwłaszcza w erze Fergusona, gdy fetysz biznesu nie zdominował jeszcze aspektu sportowego. Celem były trofea, a nie generowanie strumienia dochodów dla udziałowców.
Jest taka anegdota o ulubieńcu @Bernabeu, Perezie. Przyszli do niego skauci z wieścią, że wypatrzyli w Brazylii prawdziwy diament. Kiedyś będzie wart fortunę, a teraz można go kupić za śmieszne 5 milionów. Nazywa się Kaka. Perez odpowiedział: poczekam, aż chłopak się sprawdzi gdzieś w Europie. Jeśli rzeczywiście będzie taki dobry, jak mówicie, kupię go za 25.
U nas to ostatnio wyglądało podobnie. A że z trofeami gorzej? Miejsca w gablotach już brakowało, więc musieliśmy trochę zwolnić.



