Słowo na niedzielę. Widziałbym to tak:
Dziś Erik wystawia parę Lindelof - Evans i trzyma Maguire'a na ławce. Ewentualnie daje mu wejść na 15 minut, żeby nie forsować Evansa. Po meczu Southgate dzwoni do Maguire'a: weź się Harry nie wydurniaj, bo robisz z siebie pośmiewisko. Zapieprzaj w podskokach do tego Moyesa czy Dyche'a, bo jak nie, to w kadrze Cię nie ma. I problem z głowy.
Piękna wizja. Rozmarzyłem się w ten deszczowy poranek.



