Odkąd interesuję się piłką (no dobra, krócej niż większość z Was, chyba tylko nasz białoruski fanatyk Ekstraklasy jest młodszy ode mnie) nie pamiętam większego mema niż Chelsea tego Hamerykańca. Już pomińmy szereg kontuzji, okej każdemu one się mogą przydarzyć, rozumiem, że to wszystko (znów) się musi zazębić, zgrać, ale przegrać u siebie z jakimiś bolcami, po przegranej dwie kolejki wcześniej z West Hamem średniowiecznego Mojsa, no nie wygląda za dobrze ten start dla Pochettino.
No chyba, że znów działa magiczne hasło "każdy może wygrać z każdym" (które o dziwo nie działa tylko na City) i po prostu tak musi być.
Dobra, wracam się delektować Madrytem.
ed: o, jakaś urugwajska reinkarnacja GOATzemy na boisku.


