Grupa E
Celtic - Atletico Madryt 2:2 (Furuhashi 4' Palma 28' - Griezmann 25' Morata 53')
Szkoda trochę The Bhoys, bo była tutaj szansa na 3 punkty. W 1. połowie Celtic grał całkiem nieźle, dobrze wychodził spod pressingu Atletico i sam atakował piłkarzy Simeone dość wysoko. Akcja na 1:0 była kapitalna, zakończona wymianą piłki między Furuhashim i O'Rileyem oraz wykończeniem tego pierwszego (niestety, chwilę później boisko musiał opuścić z kontuzją Hatate). Atletico nie potrafiło przejąć inicjatywy w meczu, a po stronie Celtów świetny mecz rozgrywał Daizen Maeda. Gościom nieco się poszczęściło, uzyskali jedenastkę po której Hart końcami palców skierował piłkę na słupek, wróciła ona jednak do Griezmanna który bez trudu dobił. Celtic kontynuował aktywną grę, wykorzystując zwłaszcza skrzydła. Aktywny Maeda często zmieniał pozycje i w ten sposób w 28 min. zaskoczył Atletico - wbiegł lewą stroną w pole karne i dograł do Luisa Palmy, a reprezentant Hondurasu uderzeniem od dalszego słupka dał mistrzom Szkocji prowadzenie. Po przerwie gra ofensywna Atletico ożywiła się, głównie dzięki wejściu na boisko Llorente, który był aktywny, a w 53 min. dośrodkował na głowę Moraty - były zawodnik Juventusu efektownie złożył się do uderzenia głową i wyrównał. Celtic zaczynał wyraźnie słabnąć, a przewaga Atletico rosła i wydawało się, że szkockiej drużynie może być ciężko dowieźć naweremis, jednak obraz gry zmieniła czerwona kartka dla Rodrigo de Paula. Dała ona trochę oddechu Celtom, którzy nawet próbowali atakować i wykorzystać przewag liczebną - dobrej okazji do zdobycia gola nie wykorzystał Forrest, który uderzeniem z pierwszej piłki posłał futbolówkę nad bramką. Remis udało się gospodarzom utrzymać, ale w kontekście walki o pozostanie w pucharach na wiosnę rezultat ten daje podopiecznym Brendana Rodgersa niewiele - pozostają na ostatnim miejscu w grupie, mają tylko wywalczony dziś punkt.



