Z 1 strony - świetnie się te 800 stron pochłania, Żulczyk jest mistrzem w tworzeniu słowotoku, człowiek nawet nie zauważa że jest środek nocy a czyta dalej
Z 2 strony jednak fabuła i budowanie postaci leżą i kwiczą no i ten mocny skręt w lewo po prostu drażni...
- Pazina okazuje się idiotką kompletną, w ostatnim rozdziale robi za Rambo + Ellen Ripley w 1, oczywiście czysty Mary Suizm w tym momencie wchodzi
- Dario, który przecież jest mega inteligentnym gościem, z biegiem czasu wychodzi na kretyna i idiotę który nie ogarnia rzeczywistości
- Postacie męskie oczywiście muszą być wszystkie złe, nijakie, mamlasy albo debile. Jedynie kobiety wychodzą na mądre i przewidujące - Pazina, Ewa, Ewelina
- oczywiście nie ma normalnej młodzieży w Warszawie tylko LGBTQ, oczywiście to że ćpają i się kurwią (przepraszam - robią za osoby seksworkerskie) to nie ma znaczenia bo na końcu okazują się aniołkami i jedynymi sprawiedliwymi, słodkie dziedziaczki na kwasie jpd...
- do tego 100% miasta ćpa, w Argentynie wszyscy albo ćpają albo produkują/handlują narko, w Berlinie tak samo. Nie ma ludzi którzy nie mają czegoś wspólnego z narko
I to powyższe wkurwia podczas czytania
Dlatego w sumie 6/10 - jednak mimo wszystko zawód.



