Real Madryt (zbiorczy) (cz.2)

Awatar użytkownika
Mentor
Zajebiaszczo
Posty: 16481
Rejestracja: 28 lut 2005, 13:15
Reputacja: 18

Post autor: Mentor » 08 mar 2006, 22:54

Ładny mecz. Wspaniale mi się go oglądało z perspektywy kibica Barcelony świętującego awans i wyeliminowanie Chelsea. Wspaniale mi się go oglądało z perspektywy Antimadridisty. Wiedziałem, że tak będzie. To było jedno z tych niewielu spotkań w których wynik 0:0 nie odzwierciedla jak świetne było widowisko.

Real zagrał o życie ... i przegrał. To jest dla mnie najważniejsza informacja. Mało mnie interesuje ich przyzwoita postawa. Odpadli na własne życzenie bo zagrali tragicznie w pierwszym meczu. Wypalone gwiazdeczki po raz kolejny (może wreszcie po raz ostatni) pokazały, że potrafią kopać już tylko z nożem na gardle. Już ten fakt powoduje, że zasługują na odpadnięcie bo piłkarze powinni grać na 100% zawsze dla zwykłej przyjemności. Real tak nie gra od dawna. El Gordo wymyka się próbom komentarza :lol: Najlepsza była jego akcja pod koniec I połowy chyba kiedy to przebiegł z piłką dość długi kawałek, ale widać było wyraźnie, że w okolicach pola karnego kompletnie nie miał już sił i musiał do tego jeszcze walczyć z piłką :lol2: Przegrał i ledwo utrzymał się w pionie :rotfl4: Jestem dzisiaj straszny co? Naśmiewam się z niego, ale warto jak dla mnie. Warto i zasłużył na to bo nie grał nic. Dlaczego pierwszy boisko opuścił Raul a nie Ronaldo? Chyba El Gordo stanowi więcej kilogramów zagrożenia w polu karnym, ale to tylko pozory bo nawet Raul więcej się dzisiaj starał. Ziza znowu nie wytrzymał. Frustracja mu się udzila na stare lata. Nie ładnie. Zresztą nawet Henry potraktował Ikera po twarzy raz celowo. Ogólnie wspaniała rodzinna atmosfera. Raula Bravo to trzeba gdzieś zamnąć pod kluczem bo do ludzi to się jeszcze nie nadaje. Nazwałbym go gorzej, ale nie tym razem jeszcze. Gravesen co grał to :lol2: Baptista :rotfl4: Carlos szacunek za pościg za piłką. Głównie dlatego, że jako jedyny biegł. Reszta dała sobie spokój chyba. Sergio Ramos był oczywiście boski jak zwykle. A najbardziej boski był kiedy nie wygrał walki sam na sam z piłką i puścił Henry'ego w pole karne. Musi się chłopak jeszcze sporo nauczyć. Może Oleguer go podszkoli na treningach w reprezentacji. Krzyknę sobie jeszcze na koniec EL GORDOOOOO i to tyle narazie. Oddaję głos do studia. 100 lat panie Kazimierzu. Koniec mistrzostw. Idziemy do domu.

Wróć do „Hiszpania”