Real Madryt (zbiorczy) (cz.2)

Awatar użytkownika
yazid^
Blanco Perfecto
Posty: 562
Rejestracja: 06 lut 2006, 16:08
Reputacja: 0
Lokalizacja: Pasłęk
Kontakt:

Post autor: yazid^ » 09 mar 2006, 16:01

Oczekiwałem spotkania z wielką nadzieją, bo wierzyłem, że w końcu te wielkie bądź co bądź gwiazdy Realu Madryt pokażą swoją klasę i zdołają wyeliminować Arsenal. Zimny prysznic nadszedł dość wcześnie, bo już na kilkanaście minut przed spotkaniem, kiedy to ujrzałem skład awizowany przez Lopeza Caro - Ronaldo na boisku, to jakoś akurat mnie nie zdziwiło, ale postawienie na Salgado i Raula to już była paranoja :twisted: Jeśli Caro koniecznie uparł się, aby grać dwoma napastnikami mógł postawić na Cassano, z kolei Cicinho słaby w obronie jest, ale przy statycznym Beckhamie jego taki gracz jak on jest wręcz niezbędny.

Samo spotkanie Real rozpoczął dość dobrze, ale z minuty na minutę było coraz gorzej. Pierwsza połowa dość wyrównana, choć to Arsenal stworzył lepsze okazje do strzelenia bramki. Real wyglądał jakby miał inicjatywę i tak dalej, ale z tego absolutnie nic nie wynikało, bo oprócz wyśmienitej okazji Ronaldo, tak naprawdę szans na bramkę nie było. W drugiej połowie moja frustracja sięgnęła zenitu, kiedy na boisko wprowadzony został Baptista, a następnie fatalnie (niestety, w swoim stylu patrząc na spotkania na przeciągu ostatnich kilku miesięcy) przestrzelił Raul. Wszyscy doceniają tu kunszt Lehmanna, ale prawda jest taka, że piłka i tak nie wpadłaby do bramki :| Real jeszcze resztkami sił przycisnął w końcówce, ale bezskutecznie.

Podsumowując, piłkarze Realu zagrali moim zdaniem baaardzo przeciętny mecz i to w każdej formacji. Obrona niby zdawała się dość pewna, ale było zbyt dużo indywidualnych błędów, które mogły i nawet powinny skończyć się stratą bramki. W pomocy FATALNIE zagrał Guti, wcale nie lepiej Gravesen, który choć walczył, to fatalnie tracił piłki. Zizou coś tam się starał, ale gra opierała się praktycznie tylko na nim, a Francuz tak szybkiego tempa przez 90 minut po prostu nie wytrzymuje co miało odbicie i w szybkości, i w celności (a raczej jej braku) podań. MIał jedną dobrą okazję, kiedy dostał centrę przed pole karne, ale fatalnie przyjął piłkę. Szkoda, bo kiedyś Zizou trafiłby do bramki jakimś pięknym strzałem. Ale nie można żyć przeszłością. Wracając do poszczególnych piłkarzy, to zarówno Raul jak i Ronaldo zagrali jedno wielkie DNO, to co grał Ronaldo to ja ostatnio widziałem w wykonaniu Grzegorza Rasiaka, nic nie ubliżając Polakowi. Nasz kapitan z kolei biegał, krzyczał i na tym jego rola na boisku się skończyła. No, raz zagrał pięknie piętą do Ronaldo, ale można to nazwać bardziej przebłyskiem i to pojedyńczym niż sytuacją wynikającą z dobrej dyspozycji tego napastnika. Zmiennicy to już tradycyjnie fatalny Baptista, trochę zawiódł mnie Cassano, choć i tak lepiej od Ronaldo. Robinho zdecydowanie za krótko, choć w końcówce mógł strzelić bramkę.

Uff, to tyle odnośnie tego meczu. Mam nadzieję, że połowa piłkarzy z Ronaldo, Beckhamem i Gravesenem na czele zostanie sprzeda, bo póki oni tam są, nie ma praktycznie żadnych szans na to, iż na ich miejsce przyjdą wartościowi gracze :] Zobaczymy, czy odpadnięcie z LM spowoduje zapowiadaną rewolucję. Wątpie, tym bardziej, że Martin wcale nie zamierza rozpisać nowych wyborów, a jako (kolejna już) marionetka Pereza rewolucji raczej nie zrobi. Obym się mylił.

Wróć do „Hiszpania”