Grupa E
Tunezja - Namibia 0:1 (Hotto 88')
Po jednym ze słabszych dotychczasowych meczów tego turnieju Nieustraszeni Wojownicy odnieśli historyczny sukces, po raz pierwszy wygrywając spotkanie w turnieju finałowym PNA. 1. połowa była do zapomnienia - z boiska wiało nudą, gra była prowadzona w ślamazarnym tempie, a w grze obu drużyn pojawiało się dużo niedokładności. Tunezyjczycy prezentowali lepszą kulturę gry, ale nie mieli pomysłu na sforsowanie obrony Brave Warriors, którzy próbowali swojego szczęścia w ofensywie prostymi środkami - długie piłki, wrzutki, liczenie na stałe fragmenty gry. 2. połowa była nieco lepsza - tempo gry przyspieszyło, pojawiły się też sytuacje bramkowe. W 55 min. po błędzie obrony Namibii piłkę dostał nieco przypadkowo Haythem Jouini, ale źle trafił w nią i posłał ją obok bramki. W 75 min. dobrą indywidualną akcję przeprowadził Msakni, dogrywając w pole karne do niepilnowanego Ben Slimane, który jednak fatalnym przyjęciem piłki zaprzepaścił wysiłek weterana reprezentacji Tunezji. Próbował wreszcie sam Msakni - dostawszy efektowne dogranie przewrotką uderzył glową, ale piłkę zdołał przenieść nad poprzeczką namibijski bramkarz Lloyd Kazapua. Namibijczycy nie zadowolili się remisem, w końcówce spróbowali odważniej zaatakować i niespodziewanie zdobyli gola. W 88 min. po dograniu w pole karne Deon Hotto z bliska trafił do siatki głową, a chaotyczne próby odpowiedzi w wykonaniu Orłów Kartaginy były bezskuteczne.
W drugim meczu tej grupy za niecałą godzinę zmierzą się ze sobą Mali i RPA. Faworyta upatrywać należy raczej w malijskich Orłach, w których składzie dominują gracze z silnych lig europejskich, podczas gdy większość kadry Bafana Bafana to piłkarze z ligi RPA.



