1/16 finału, mecz rewanżowy
Eintracht Frankfurt - Union Saint-Gilloise 1:2 (Dina Ebimbe 88' - Puertas 47' Eckert 80'), pierwszy mecz 2:2
Ku mojemu zadowoleniu Belgowie poradzili sobie na wyjeździe, zupełnie zasłużenie wygrywając z bardzo przeciętnie, żeby nie powiedzieć słabo grającym Eintrachtem, który musiał radzić sobie bez Sasy Kalajdzicia - austriacki napastnik niestety zerwał więzadła krzyżowe. W 1. połowie z boiska wiało nudą, sytuacji bramkowych niemalże nie było, ale przeważał Union, który częściej atakował i oddał parę strzałów z dystansu. Raz groźnie było pod bramką Anthony'ego Morrisa - obrońca gości Kevin Mac Allister popełnił duży błąd, po którym piłkę dostał w prezencie Omar Marmoush, jednak Argentyńczyk naprawił swoją pomyłkę i interwencją w polu karnym zatrzymał Egipcjanina. Po przerwie było ciekawiej, już w 47 min. Union objął prowadzenie - Mohamed Amoura pokazał próbkę umiejętności technicznych w polu karnym - atakowało go trzech graczy Eintrachtu, ale zdołał utrzymać się przy piłce i wyłożył ją Cameronowi Puertasowi, który uderzył nie do obrony. Gospodarze zupełnie nie mieli pomysłu jak ugryźć dobrze zorganizowaną drużynę lidera belgijskiej ligi. Pierwszy poważniejszy egzamin dla Anthony'ego Morrisa przyszedł dopiero w 78 min. - po dośrodkowaniu Ebimbe głową po koźle uderzył Niels Nkounkou, ale bramkarz Unionu popisał się świetną interwencją. Kilka minut później gospodarzy dobił rezerwowy Dennis Eckert - po rzucie rożnym wykonanym przez Camerona Puertasa pozostał bez opieki w polu karnym i miał dość czasy by przyjąć piłkę i dobrze przymierzyć. Kontaktową bramkę dla Eintrachtu zdobył głową Junior Dina Ebimbe po dośrodkowaniu Chaibiego, ale na więcej gospodarzy nie było już stać.
W 1/8 finału Union zmierzy się z Fenerbahce, pierwszy mecz zostanie rozegrany w Belgii (w tej fazie rozgrywek zwycięzcy grup mają przywilej rozgrywania rewanżu u siebie). Trudno wskazać w tym dwumeczu faworyta, liczę jednak na kolejne zwycięskie dla lidera ligi belgijskiej starcie.



