2 połówka zaczęła się tragicznie dla Toffeesów i już w pierwszych minutach straciliśmy również dość głupią bramkę. Reina wykopał daleko piłkę, do piłki dopadł Garcia i gol. Jak komentatorzy zauważyli beznadziejnie wyszedł Wright, lecz równie kretyńsko zachował się Naysmith przy tym golu. Kto widział ten wie o co chodzi.
Potem Cahill strzelił kontaktowego gola, który w sumie nic nie zmienił. Jedynie dał troche nadziei - nic więcej. Gra Evertonu w 2 części gry wygrywała wręcz tragicznie co nie mogło nam ujść płazem. Oczywiście straciliśmy 3 bramkę. Bramka sama w sobie bardzo ładna, lecz mam wrażenie, że Kewell nie chciał kopnąć w tamtym kierunku, ale mniejsza o to. Liczy się, że Australijczyk strzelił 3 bramkę dla The Reds. A czemu tak się stało? Proste - Kewell nie radził sobie z świetnym Hibbertem i poszedł na lewą stronę, gdzie powinienen bronić Naysmith, lecz niestety po raz kolejny się nie popisał, bo nie było go tam gdzie trzeba. No ale w sumie to dopiero 2 jego mecz w lidze po kilku miesięcznej przerwie więc mu wybaczam. Sądze, że Wright też nie jest bez winy przy tej bramce.
Aha byłbym zapomniał. Hyypia strzelił bramkę, lecz na szczęście nie sędzia jej nie uznał, bo... na spalonym był cudowny Crouch. Chyba ja bym jednak bramkę uznał.
Wszedł van der Meyde i wyleciał
Posumowując powiem, że... szkoda gadać. Mogło być lepiej(choćby w pierszych minutach groźna akcja Cahilla), mogło być też w sumie gorzej(np. jeden strzal Kewella, który Wright na szczęśćie obronił). Widoczny był brak ARTETY i Nuno Valente, który by napewno duuuużo lepiej spisał się od Naysmitha. No cóż takie życie.
Mimo wszystko:
Royal Blue
Pozdro. Tym razem derby dla Was, lecz zobaczymy co będzie w następnym sezonie.



