Super się układa ten Tour, najpierw sobie murzynek wygrywa etap a na dokładkę Carapaz dostaje żółtą koszulkę.
Ciekawe że czterech kolarzy ma ten sam czas, nie było jeszcze czasówki więc nie ma setnych sekundy więc o pozycji decyduje suma miejsc. O ile pierwsze dwa etapy były dość selektywne więc miejsce na etapie nie było przypadkowe, tak dzisiaj na płaskim już trzeba było się pilnować żeby być wysoko. Brawo Richie.
A Girmay niech uważa z celebracją, wszyscy pamiętamy jego przygodę po tym jak wygrał etap Giro.
Prawdopodobnie jest też pierwszym czarnym kolarzem który wygrał etap Touru. Z Afryki to nie, bo Froome był z Kenii przecież.


