Niedawno opisywałem problem z internetem mamy. Problem się naprawił tak ze wzięła sobie sama skromny pakiet internetu mobilnego i może sobie publikować te wszystkie "smacznej kawusi" itd na FB. Szczęśliwa.
Nieszczęśliwy jestem za to ja. Mam wrażenie że w kwestii internetu po prostu zły omen nade mną wisi cale życie. Odkąd pamiętam zawsze były problemy. Ostatnie kilka lat miałem jednak internet mobilny który na wypizdowie rozpedzal się nawet do 200 mb/s (pakiet do 300 mb/s) więc bylem zadowolony. Jak na moje standardy z netem to nawet bardzo.
Problem polega na tym, że gdy wziąłem ten sam internet ze sobą do nowego mieszkania, to wartości na nim potrafią spaść do...0,5 mb/s. 0,5!!!! Kiedy był taki net? W 2002?!?!?
Leci średnio 10 mb/s, ale ogólnie jest tragedia. Takie wartości to śmiech na sali. Swiatolowod będzie dostępny tutaj dopiero za rok, tak w gminie mowia xD inny internet mobilny mi szybciej nie będzie leciał, dookoła lasy, główna droga 100 metrów od mieszkania...
Co byście zrobili na moim miejscu? Bo wysłanie maila do pracy czasami sprawia że jestem na granicy wściekłości. Filmy na YT się zacinają.
Szwagier mówił coś o jakimś wzmacniaczu sygnału.



