No cóż, trudno się nie zgodzić, że to trochę gorzka sprawa. Gol Lewandowskiego w takim meczu mógłby kompletnie zmienić obraz spotkania, zwłaszcza że Barcelona, mimo niezłej gry, ostatecznie przegrała z Realem Sociedad. Hansi Flick ma pełne prawo być wściekły. Niby to tylko milimetry, czubek buta, ale przez takie właśnie „drobiazgi” mecz mógłby się potoczyć inaczej.
Zabawne, że w sporze o czyj to but (Lewandowskiego czy obrońcy Realu Sociedad) komentatorzy się wręcz zagłębiają w niuanse, jakby rozmiar stopy miał tu przesądzać. Ale faktycznie, sytuacja była na tyle niejasna, że nawet eksperci jak Barrenechea Montero mówią o "wątpliwym spalonym". Pewnie, technologia jest ważna, ale VAR, zamiast rozwiewać kontrowersje, często zdaje się je jeszcze bardziej podsycać. Być może przydałaby się większa przejrzystość – np. dokładne wyjaśnienie tego, jak sędziowie doszli do danej decyzji, szczególnie gdy chodzi o milimetrowe spalone.
I Inaki Pena też ma rację – jeśli był błąd, La Liga powinna to wziąć pod lupę. Może to był drobiazg, ale w kontekście walki o mistrzostwo każdy punkt jest na wagę złota, zwłaszcza że Real po tej porażce Katalończyków na pewno dostanie wiatru w żagle.
A co do samej gry Barcy – dobrze, że Flick nie próbuje wszystkiego zwalać na brak Yamala. Rzeczywiście, Barcelona miała swoje szanse i nie stworzyła wystarczająco klarownych sytuacji w ataku. Czy ten anulowany gol był „kradzieżą”? Może to za dużo powiedziane, ale poczucie niesprawiedliwości – w pełni zrozumiałe.



