Pod koniec lat 90 wygrałem łaciatą Jupiterkę. Była ulubiona, bo wygrana w konkursie dla dzieci (6-7 lat miałem) kto mocniej kopnie piłkę. Pamiętam jeszcze, że starszy kolega mi doradził, żebym kopał przy urządzaniu do pomiarów i koniec końców zgarnąłem drugie miejsce. Na szczęście, bo za pierwsze była gówniana maskotka z turnieju. Niestety, odeszła przedwcześnie lądując na szczycie topoli.



