Barcelona - Leganes 0:1
Kolejny klops Blaugrany na własnym terenie, choć trzeba przyznać, że w 1. połowie grali naprawdę dobrze, brakowało skuteczności, natomiast w 2. połowie wyglądało to już zdecydowanie słabiej. Los Pepineros niespodziewanie objęli prowadzenie już w 4 min. po rzucie rożnym Oscara Rodrigueza i główce Sergio Gonzaleza. Reszta meczu była oczywiście oblężeniem bramki Marko Dmitrovicia, czego można się było spodziewać. Leganes grało w 1. połowie ostro, momentami wręcz brutalnie - słabszy mecz Yamala mógł być spowodowany właśnie ostrym potraktowaniem go już na początku przez przeciwników. Lewy niestety dziś zawiódł - już w 11 min. powinien był wyrównać, po dograniu Raphinii z bliska trafił prosto w serbskiego bramkarza Leganes. Później miał jeszcze jedną świetną sytuację, gdzie kapitalnie przyjął sobie piłkę wykładając ją sobie jednocześnie na pozycję sam na sam, ale znów strzał był kiepski i Dmitrović był górą. Po przerwie gra Barcelony zamiast poprawiać się, była jednak coraz słabsza. O ile w 1. połowie stwarzali sobie sytuacje bramkowe, to w drugich 45 minutach już ich brakowało - masa wrzutek, które padały łupem obrońców Leganes, brak ostatniego podania, niedostateczne wykorzystanie skrzydeł. Bodaj najlepszą okazję zmarnował w 79 min. Kounde, uderzając obok dalszego słupka. Jak to powiedzieli komentatorzy, wszelkie próby wyjścia Leganes z własnej połowy wyglądały wręcz groteskowo, ale w ostatecznym rozrachunku nie miało to znaczenia, bo tą toporną grą dowieźli wynik - trzeba im oddać, że byli bardzo dobrze zorganizowani i skoncentrowani w obronie.



