Drugi tom zdecydowanie lepszy. Chyba nawet to jest najlepsza pozycja z całego Cosmere. Ostatnie 400 stron poszło w jeden weekend, dawno mnie nic tak nie wciągnęło. Potwierdza się to, że Sanderson umie w końcówki. Mocno dla mnie naciągany jeden plot-twist (a raczej reakcja na niego) ale ważne, że dużo się dzieje. Zabieram się za Odprysk Świtu jutro.


